Obserwatorzy

wtorek, 3 kwietnia 2012

Maddie 01

Przeprowadzka do dużego miasta była dokładnie tym, czego mi nie było potrzeba. Wielkie budynki przytłaczały swoim rozmiarem, a tłumy wiecznie spieszących się ludzi sprawiały, że czułam się tutaj jak taka mała mróweczka. Chciałam wynająć mieszkanie na przedmieściach, ale mój wydawca się uparł, bym wzięła coś w centrum i była “pod ręką”. Skończyło się na tym, że zamiast mieć jakiś mały domek z ogródkiem i dojeżdżać, przeciskając się dwie godziny w korkach, wylądowałam w obskurnej kawalerce i też musiałam dojeżdżać kilka przecznic, pół godziny stojąc w korkach. W końcu podziękowałam szefowi za służbowy samochód i przesiadłam się na metro, które było jeszcze bardziej zatłoczone niż na filmach. Ale przynajmniej jechałam do wydawnictwa pięć minut i drugie tyle miałam do przejścia. Pozytywnym aspektem była budka z hot-dogami, którą mijałam każdego ranka, dzięki czemu nie musiałam wstawać za wcześnie i kwestię śniadania załatwiałam na mieście.
           W Nowym Jorku zamieszkałam nieco ponad dwa tygodnie temu, jednak wciąż nie miałam czasu na przewiezienie wszystkich rzeczy z domu mojej babci, a tym bardziej nie miałam go na rozpakowanie tego, co już przywiozłam. Na szczęście dziadkowie postanowili się jak najszybciej mnie pozbyć i wysłali mi parę kartonów przez kuriera. Oczywiście nic mi nie powiedzieli, a że nie byłam wtedy w domu, gdy miły pan kurier zadzwonił, zgodziłam się, by to zostawił u mojego sąsiada, Tima. Zabawne wydało mi się to, że do tej pory nie wiedziałam nawet, że takiego mam.
Po powrocie z pracy, na drzwiach mieszkania zastałam karteczkę, pod którym numerem znajdę swoje rzeczy. Nie chciało mi się tam iść, ale przecież nie mogłam jakiemuś biednemu facetowi zostawić kilku kartonów na głowie, więc tylko odwiesiłam płaszcz do szafy i wyszłam na klatkę, dzwoniąc do drzwi obok. Chwilę czekałam, aż w końcu otworzył mi młody, szczupły mężczyzna o ciemnych oczach, dwudniowym zaroście i czarnej czuprynie.
- Maddie Chambers. - Przedstawiłam się i podałam mu dłoń. - Kurier zostawił u pana kilka paczek dla mnie.
    Wyjaśniłam w paru słowach, po co do niego przyszłam i uśmiechnęłam się na tyle uroczo, na ile mnie było stać po ośmiu godzinach spędzonych poza domem i biegania w szpilkach. Miałam już serdecznie dosyć tego dnia i marzyłam tylko o tym, by zaszyć się w swojej klitce, wziąć szybki prysznic i zamówić pizzę.
            - Tim... Tim Johnson, miło mi poznać - odparł mój rozmówca, uśmiechając się delikatnie. - Czyli, jak rozumiem, będziemy teraz sąsiadami?
            - Właściwie to jesteśmy nimi już od jakichś dwóch tygodni, ale zwykle nie mam czasu siedzieć w domu. - Zaśmiałam się, a mężczyzna uścisnął mi dłoń, gestem ręki zapraszając do środka. Mało nie zwątpiłam, widząc stertę piętrzących się kartonów. - No pięknie, tak się mnie chcieli pozbyć, że nawet meble mi zapakowali czy jak? - Wypaliłam i od razu ugryzłam się w język.
- Mnie też ciężko zastać, więc mamy coś wspólnego - powiedział Tim, po czym przeniósł spojrzenie na kartony. - Jeśli pani chce, mogę pomóc przenieść te “meble”. - Uśmiechnął się do mnie szeroko. Musiałam przyznać, że miał ładny, szczery uśmiech.
- Dziękuję i tym razem nie pogardzę pomocą. - Westchnęłam ciężko, po czym złapałam za pierwszy z brzegu karton, który wydawał się być mały i lekki. Przeliczyłam się i nawet nie zdołałam go dźwignąć z podłogi. Cóż, nigdy nie byłam typem atletki, a sporty to jedynie oglądałam w telewizji. Coś szklanego zastukało w środku. - No proszę, lodówkę też mi zapakowali...
- Obiecuję, że będę bardzo uważał na przysmaki, które mogą znajdować się w środku - odrzekł z nutką ironii w głosie, pochylił się i dźwignął trzy kartony, jakby nic nie ważyły. Mimo dość szczupłej sylwetki, miał więc też sporo siły i aż się zdziwiłam, że poszło mu tak łatwo. - Niech pani prowadzi, bo w tej sytuacji mam nieco ograniczone pole widzenia.
- Wow...
Wymsknęło mi się, po czym doskoczyłam do drzwi, szeroko je otwierając i wyszłam na korytarz, zastanawiając się przez chwilę, w którą stronę skręcić. Zawsze szybko traciłam orientację, jednak zaraz skojarzyłam, że skoro on mieszka po mojej prawej stronie, to ja mieszkam po jego lewej. No a w każdym razie miałam nadzieję, że tak właśnie było. Na szczęście nie pomyliłam się i po chwili Tim postawił moje rzeczy na środku salonu, po czym poszedł po następne, a ja zostałam, zaglądając do kartonów. Aż mi się głupio zrobiło, gdy przelotnie spojrzał na pakunki stojące od dwóch tygodni pod oknem i pudełka po pizzy sprzed... paru dni. Kiedy ja przekopywałam się przez spakowane przez dziadków śmieci, mój sąsiad kręcił się, dostawiając nowe kartony. Naliczyłam ich w sumie czternaście.
- Będę to chyba rozpakowywać do świąt - mruknęłam pod nosem i odruchowo zerknęłam na piękne, czerwcowe niebo za oknem. Uchyliłam je, wpuszczając do salonu nieco spalin i gdy się nimi zaciągnęłam, zaczęłam kaszleć. - Jak ja nienawidzę tego miasta.
- Samotna w wielkim mieście? - zapytał Tim z uśmiechem na twarzy. - Da się przywyknąć po pewnym czasie, o ile oczywiście jest się otwartym na zmiany. W ramach rewanżu za te przeniesione pudła, mam pewną propozycję. Możemy przejść z tego oficjalnego i sztywnego “Pan”, “Pani” na zwracanie się do siebie po imieniu?
- A już się bałam, że mam zapłacić w naturze. - Zaśmiałam się, choć szybko ucięłam, bo to zabrzmiało dość wieśniacko. - Może być, Timmy. - Skinęłam mu głową i opadłam ciężko na kanapę, wzbijając tym samym nieco kurzu.
Mój gość przyjrzał się stercie pudeł i zmarszczył brwi.
- W naturze? No cóż, może znalazłyby się dla mnie jakieś jabłka albo inne owoce tutaj. - Trącił stopą jedną z paczek i zaśmiał się.
- A żebyś się nie zdziwił, moi dziadkowie mają wielki sad. Więc jest to nawet bardziej niż prawdopodobne. Na sto procent będą tu jakieś przetwory, dżemy, soki, sałatki, marynowane warzywa... - Zaczęłam wymieniać na palcach i doszłam do wniosku, że aż zgłodniałam od tego.
- To już wiem, gdzie się zgłosić, jak mi czegoś zabraknie w domu. - Uśmiechnął się. - Skąd w ogóle przyjechałaś? Jeśli to nie tajemnica.
- Z małego zadupia. Nie dość, że miasteczko jest tak małe, że mieści jedynie tysiąc mieszkańców, to jeszcze mieszkałam trzy kilometry od niego. Mojego domu nie ma nawet na google maps, więc podejrzewam, iż wcale nie istnieje.
Zaśmiał się, choć ja wcale nie żartowałam. No cóż, nie chciało mi się tego teraz tłumaczyć, czy wyjaśniać.
- No to ciężko będzie ci się tutaj odnaleźć jeszcze przez jakiś czas. To miasto żyje na najwyższych obrotach przez całą dobę i ludzie tak samo. - Niezmiernie mnie pocieszył. - Jakbyś czegoś potrzebowała, to mogę zawsze pomóc. - Zaoferował, wpuszczając dłonie w kieszenie spodni.
- Dziękuję. - Westchnęłam ciężko. Nawet nie starałam się ukryć tego, jak bardzo mi się nie podoba to miejsce i to, co przed chwilą usłyszałam. - Jakoś to będzie. - Uśmiechnęłam się na siłę i wstałam, odprowadzając Tima do drzwi. - Nie będę zatrzymywać, pewnie też jesteś po pracy i chcesz coś zjeść, odpocząć i w ogóle. Dzięki raz jeszcze za pomoc
- Nie ma sprawy, dzisiaj będę siedział do późna, więc jakbyś coś potrzebowała, to się nie krępuj. Przyda mi się odpocząć po robocie, więc najlepiej dzwoń dzwonkiem, bo czasami zdarza mi się przysnąć na kanapie. - Uśmiechnął się. - Miło mi było cię poznać, myślę, że będziemy fajnymi sąsiadami.
- Tak, na pewno.
Przemknęło mi przez myśl, że coś za miły jest i czy czasem mnie nie podrywa. Zmarszczyłam lekko brwi, po czym pożegnałam się i zamknęłam za nim drzwi, dodatkowo zakładając łańcuch. Nie chciałam, by wlazł do mojego mieszkania w środku nocy, a wiadomo, że i tacy zboczeńcy się zdarzali. Najpierw przenosili sąsiadkom kartony, potem udawali miłych kumpli, by na końcu poderżnąć gardło. Złapałam za puste opakowania po pizzy i wybrałam numer, który był zapisanym na jednym z nich. Zamówiłam sobie kolację, która miała przyjechać w ciągu pół godziny i wskoczyłam pod prysznic. W tym mieście cały czas czułam się brudna, jakby te wszystkie spaliny osiadały na mnie i sprawiały, że moja skóra zupełnie nie mogła oddychać. Na szczęście w kwadrans byłam czyściutka, gdyż na farmie dziadków nauczyłam się szybko szorować i owinięta w ręcznik poszłam nastawić wodę na herbatę. Przygotowałam też kilka banknotów i zaczęłam rozczesywać niesforne włosy. Powiedzmy sobie szczerze, że moja babcia nie była najlepszą fryzjerką i zwykle każdy kosmyk sterczał mi w inną stronę, zwłaszcza gdy te kikuty były mokre. Przed wyjazdem ścięła mi moje piękne, długie włosy niemal do ramion, a sięgały wcześniej do pasa. Nie czułam się zbyt dobrze w takiej fryzurze, ale teraz już nie miałam większego wyboru. Kochane babcie, które zawsze wiedzą najlepiej.
Dostawca przerwał moje ubolewanie nad pięknymi włosami, przywożąc mi moją obiado-kolację. Już piętnasty dzień z rzędu zamawiałam w tej samej pizzerii, więc właściciel postanowił przyrządzić mi mały prezent, a mianowicie drugą pizzę gratis i deser dla dwóch osób. To było naprawdę miłe i dość zaskakujące, aż nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Dałam chłopakowi większy napiwek niż zwykle i podziękowałam, zapewniając, że na pewno nie przestanę u nich zamawiać.
Teraz jednak miałam dylemat. Iść z tym do sąsiada, czy zostawić sobie na następny dzień? Taka odgrzewana nie była zbyt smaczna, poza tym już obiecałam, że jutro zamówię kolejną. Westchnęłam ciężko, zastanawiając się, co teraz. Na szybko się ubierać i suszyć włosy, czy zapukać w szlafroku i z ręcznikiem na głowie? To był naprawdę duży problem, a pizze stygły, zostawiając mi coraz mniej czasu na podjęcie decyzji. W końcu postanowiłam iść tak, jak stałam. Rozdzieliłam desery, wzięłam jedną pizzę i wyszłam na korytarz, blokując wcześniej zamek w drzwiach, by mi się czasem nie zatrzasnęły.

11 komentarzy:

  1. Nie mogąc się doczekać dalszej części opowiadania krążę w kółko między laptopem a lodówką, mam nadzieje, że nie zrobię dziury w podłodze. Niby marzyła mi się winda, ale na pewno nie tego typu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wariat :P Btw, wrzucić potem jakiegoś NPCa "Ase", nasz wierny czytelniku? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzy mi się ciepła posadka przy koksowniku. Chyba grillowanie przy śmietniku nie jest zabronione w Nowym Jorku?

      Usuń
    2. Nie, nie jest :D Okey, zaklepane ;-)

      Usuń
  3. Zbyt dużo zdań podrzędnie i współrzędnie złożonych. W pewnym momencie gubię się i nie do końca wiem, co dane zdanie miało określać - wygląd człowieka otwierającego drzwi czy też to że szpilki były męczące. Brak spójności zdarzeń i wiarygodności z rzeczywistością. Jak ten kurier ustalił z właścicielką rzeczy, gdzie może zostawić przesyłkę? Bo mam wrażenie, że odbyło się to niejako telepatycznie.
    Nie będę się dalej czepiać błędów stylistycznych. Brakuje mi tu tła. Czegoś co pozwoli zarówno tzw wzrokowcom jak i słuchowcom czy kinestetykom dać się ponieść. Dialogi są zbyt ... monotonne ... wręcz ciężko mi sobie wyobrazić co czuje dziewczyna rozmawiając z druga osobą...
    Przepraszam, ale nie czuję się poniesiona tym fragmentem... może dalej będzie lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, Kal :-) Pierwszy raz piszę z pierwszej osoby i powiem szczerze, iż jest to znacznie bardziej "niewygodne", niż myślałam. Poza tym nie chcę, by to miało 200 czy więcej stron, więc staram się pisać jak najkrócej. Ja zwykły odpis na sesję RPG robię na 27 stron, więc wiesz... nie chcę zanudzać :D Nie chcę ludzi zniechęcić ścianą tekstu, bo sama nie lubię takich czytać.

      Śmiało wal swoje uwagi, zawsze chętnie się z nimi zapoznam :* //Kurai//

      Usuń
  4. Wiem, ze pisanie w pierwszej osobie jest trudne. Jeśli chcesz by to było, aż tak rozwinięte to nie ma bata - musisz mieć plan. Inaczej chaos rozwali ci plan wydarzeń szybciej niż sądzisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całą fabułę mam, tzn. "o co biega, co będzie dalej i jak to się skończy", ale reszta niech leci na freestyle'u. To dla mojej przyjemności pisane, ale może kiedyś będę poprawiać i sobie wydrukuję ;-)

      Usuń
  5. Pisz, pisz. Chętnie poczytam o przygodach Maddie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Mam nadzieję, że mój styl i pomysły Cię nie zniechęcą.

      Usuń
  6. *cierpliwie czeka na ciąg dalszy* hmm... W gruncie rzeczy wcale nie tak cierpliwie... :P

    A jeśli chodzi o ścianę tekstu, albo opisy na 27 stron to wiedz, że ja lubię :)

    OdpowiedzUsuń